Jaki z kozy jest pożytek?

Recen­zja Pana Pio­tra Adamczewskiego.

Jedni twier­dzą, że skóra na deli­katne zamszowe kurtki. Ale kto by chciał obdzie­rać piękne zwie­rzę ze skóry! No to mleko – zdrowe i smaczne. Choć nie wszy­scy z tą oceną się zga­dzają. A więc pozo­stają jesz­cze sery. I te mają wielu zwo­len­ni­ków. A ponie­waż i ja się do nich zali­czam, to nie zwa­ża­jąc na zarzuty, iż jestem na usłu­gach koziego lobby poświęcę tro­chę czasu na kolejne opi­sa­nie tego, co kozy mi dostar­czyły a ja z wiel­kim sma­kiem zjadłem.

Na pierw­szy ogień poszedł Cabe­cou du Peri­gord. Ten wybór spo­wo­do­wała nazwa koja­rząca mi się z dosko­na­łymi kuro­pa­twami, które zja­dał w nie­zwy­kłych ilo­ściach biskup i mini­ster spraw zagra­nicz­nych jed­no­cze­śnie, afo­ry­sta, sma­kosz , uwo­dzi­ciel i słynny łapów­karz czyli Char­les Mau­rice Tal­ley­rand du Peri­gord. A po uczcie zawsze ale to naprawdę zawsze się­gał po sery. Oczy­wi­ście kozie z rodzin­nych stron.

Jeśli on to lubił, to oczy­wi­ście warto spró­bo­wać – pomy­śla­łem. I nie żałuję. Małe krążki Cabe­cou zni­kały szyb­ciej w moim gar­dle niż kuro­pa­twy w ksią­żę­cym. Po kilku minu­tach pozo­stał po nich tylko silny, bar­dzo cha­rak­te­ry­styczny zapach. Łakom­stwo spo­wo­do­wało nad­mierny pośpiech więc nawet nie pomy­śla­łem jakie by napo­le­oń­ski mini­ster wybrał do deseru wino. Ale co się odwlecze…

Trzy kolejne kozie przy­smaki otwo­rzy­łem jed­no­cze­śnie (uspra­wie­dli­wie­niem są tu goście, o któ­rych ape­ty­cie mia­łem słuszne wyobra­że­nie). Były to Pico, Valen­cay i Sel­les sur Cher. Pro­du­cenci by uła­twić łakom­czu­chom sprawę sami pro­po­nują wła­ściwe dla tych serów wina. Na odwro­cie, bar­dzo drob­nym dru­kiem suge­rują by popi­jać je Cha­blis, San­cerre lub Pouilly. A wszyst­kie to sub­telne, białe i z wyż­szej półki trunki. Wpraw­dzie pro­du­cent Valen­cay zachęca do ewen­tu­al­nego popi­ja­nia jego sera winem z tego samego regionu ale – prawdę mówiąc – nie widzia­łem tego wina na pół­kach w naszym kraju. Mia­łem nato­miast w winiarce kilka bute­lek różo­wego trunku z Anjou. Ande­ga­we­nia sły­nie z win różo­wych, które ostat­nio zaczy­nają cie­szyć się coraz lep­szą repu­ta­cją także wśród naj­więk­szych znaw­ców win. A co mówić o takim pro­staczku znad Wisły jak ja. Uzna­łem, że będzie dobre. I było.

Na koniec jesz­cze jedna rada. Spró­buj­cie pro­szę na któ­ry­kol­wiek z opi­sy­wa­nych tu serów (choć czym bar­dziej wonny i ostry tym lepiej) kap­nąć odro­binę miodu. I to jest dopiero praw­dziwy finał uczty czyli superdeser.

Sery Sel­les sur Cher oraz Val­lency są jesz­cze nie­do­stępne w sprzedaży.

Skomentuj