Recenzja sera Munster Lisbeth

Wiele mie­sięcy temu zachwy­ca­łem się nie­zwy­kle won­nym serem ple­śnio­wym Mun­ster Lis­beth. Kilka maleń­kich krąż­ków (125 g) tego sma­ko­łyku star­czyło mi zale­d­wie na dwa razy. Ale i to wystar­czyło bym zapa­łał doń poważ­nym i głę­bo­kim uczu­ciem. Zna­la­złem też pre­cy­zyjny opis tego pro­duktu załą­czany zwy­kle przez impor­tera czy wytwórcę. Warto z tą infor­ma­cją się zapo­znać, by wie­dzieć skąd ser pocho­dzi i z jakiego mleka jest wyra­biany. To bowiem pomoże nam dobrać do niego wła­ściwe trunki jak i dodatki np. owoce. Oto com tam prze­czy­tał: „Słynny ser z Alza­cji o bar­dzo dłu­giej tra­dy­cji, się­ga­ją­cej wcze­snego Średnio­wie­cza. Wytwa­rzany z mleka krów spe­cjal­nej rasy woge­zyj­skiej. Sery mają kształt kwa­dratu i wagę ok. 500 g, doj­rze­wają 2 — 3 mie­siące, a poma­rań­czo­wego koloru skórkę prze­mywa się solanką. Mun­ster sły­nie z cha­rak­te­ry­stycz­nego, bar­dzo moc­nego zapa­chu i smaku oraz mięk­kiej, roz­pły­wa­ją­cej się fak­tury. Jest w nim miła goryczka, lecz rów­nież sło­dycz, i każdą z tych cech uwy­pu­kli odpo­wied­nio dobrane wino. W Alza­cji zamiast chleba podaje się do mun­stera goto­wane ziem­niaki, lecz naj­le­piej spraw­dza się jako ser dese­rowy, zwłasz­cza po alzac­kim bigosie.”

Tym razem mia­łem do czy­nie­nia z tą więk­szą wer­sją Mun­ster Lis­beth czyli pół­ki­lo­gra­mo­wym kwa­dra­tem. Wraz z wiel­ko­ścią por­cji wzro­sła też potęga zapa­chu. I żadne opa­ko­wy­wa­nie sera w kolejne war­stwy worecz­ków pla­sti­ko­wych nie przy­no­siły pożą­da­nych rezul­ta­tów. Wystar­czyło lekko poru­szyć paczką, by cała kuch­nia napeł­niła się inten­syw­nym, ostrym zapa­chem. Na szczę­ście w moim domu żyją wyłącz­nie miło­śnicy serów. Nikt nie narze­kał. Zwłasz­cza gdy ser zna­lazł się na desce z oliw­nego drewna w towa­rzy­stwie dwóch rodza­jów wino­gron (zie­lone i fio­le­towe), obra­nych orze­chów wło­skich oraz – tuż obok sto­ją­cej – butelki wina. Lecz nie był to ani alzacki pinot gris, ani gewurz­tra­mi­ner, ani też nie­miecki rie­sling spätlese pole­cane przez Fran­cu­zów. Aku­rat mia­łem w winiarce kana­dyj­ski ice wine czyli nie­zwy­kle słod­kie wino z prze­mro­żo­nych wino­gron. Sły­nie z niego okręg winiar­ski w oko­li­cach wodo­spadu Nia­gara. Łatwo więc domy­śli­łem się, że i inne słod­kie wina (np. sau­terne) też będą wspa­niale wypa­dać w towa­rzy­stwie Lisbeth.

Ostrze­gam tylko wszyst­kich łasu­chów. Nawet ta duża czyli pół­ki­lo­gra­mowa por­cja sera star­cza zale­d­wie na dwie kola­cje dla ośmiu osób. Mimo, że jest to prze­cież deser a nie główne danie. A potem trzeba znów biec do delikatesów.

Piotr Adam­czew­ski

Skomentuj