Parrano Robusto

Holen­der­ski ser o nazwie nie mają­cej nic wspól­nego z regio­nem pro­duk­cji. Nowo­cze­sny i eklek­tyczny – łączy cechy kilku sta­rzo­nych serów: ched­dara, par­me­zanu i goudy (tro­chę jak irlandzki dubli­ner, sta­nowi wyna­la­zek łączący różne tra­dy­cje – coś nowego, a zara­zem zna­jo­mego). Bar­dzo smaczny, o lekko kre­do­wej kon­sy­sten­cji, tłusto-słony. Duży suk­ces eks­pe­ry­men­ta­to­rów, któ­rzy go stwo­rzyli. Naj­lep­szy na deser, w towa­rzy­stwie tych samych win, co sta­rzona gouda.

Zapra­szamy Pań­stwa do obej­rze­nia nie­zwy­kle ape­tycz­nych stron o serze Par­rano w języku angielskim:

Parrano Robusto można kupić:

bezpośrednio z naszej strony z wygodną i szybką wysyłką do Twojego domu (Frisco) oraz w hipermarketach Carrefour.

Jeden komentarz do Parrano Robusto

  1. Piotr Adamczewski:

    Czy sło­dycz może mieć głębię?

    Trwało to bar­dzo długo. Pra­wie trzy tygo­dnie temu w moim domu poja­wiły się dwa olbrzy­mie kawały dwóch róż­nych holen­der­skich serów. Była to sta­rzona przez 18 mie­sięcy Gouda i znacz­nie kró­cej doj­rze­wa­jący Robu­sto Par­rano. Piszę w cza­sie prze­szłym ponie­waż oba sery zni­kły z mojej spi­żarni. Nie zostało ani okruszka. Nie mogłem jed­nak (czy raczej nie chcia­łem) wcze­śniej o nich pisać, bo wcale nie jest łatwo oce­nić smak i dora­dzić jak zacho­wy­wać się wobec takiego wspa­nia­łego sera.

    Teraz, gdy już go nie ma, a zachwyty moich gości już uci­chły, mogę spo­koj­nie zająć się roz­pa­mię­ty­wa­niem tego co uświet­niało mój stół przez wiele wieczorów.

    Gouda, która jest prze­cież jed­nym z naj­star­szych holen­der­skich serów, za każ­dym razem zachwyca czymś nowy i wcze­śniej nie dostrze­ga­nym. Przy­znać muszę, że nowe wra­że­nia poja­wiały się w zależ­no­ści od tego co było daniem głów­nym poprze­dza­ją­cym serowy deser. Łagodny smak np. fasze­ro­wa­nego cie­lę­cego mostka powo­do­wał, że ser wyda­wał się ostry i pikantny. Jego aro­mat zaś był znacz­nie sil­niej­szy niż wów­czas, gdy na kola­cję poda­wa­łem krwi­stą i pie­przną polę­dwicę upie­czoną na spo­sób angiel­ski. Cał­kiem ina­czej gouda sma­kuje gdy jedząc łatwo kru­szące się żółte bryłki (cza­sem wręcz poma­rań­czowe) popija się słodki sau­tern, a zupeł­nie ina­czej jeśli towa­rzy­szy jej np. ama­rone della val­po­li­cella uda­jąca tylko sło­dycz, gdy w rze­czy­wi­sto­ści jest to prze­cież wino wytrawne.

    Jak widać więc pół­to­ra­roczna gouda jest serem wielu doznań. A wszyst­kie są zaska­ku­jące w przy­jemny spo­sób. Jedyny kło­pot spra­wia ona tylko przy kro­je­niu. Trzeba bowiem mieć ostry, duży i twardy nóż, bo bryła sera sta­wia dzielny opór. Warto jed­nak pomę­czyć się.

    Robu­sto Par­rano (nie byłem w sta­nie roz­szy­fro­wać jakże mylą­cej nazwy suge­ru­ją­cej, że to ser hisz­pań­ski lub por­tu­gal­ski) kroi się znacz­nie łatwiej. I nie jest tak kru­chy jak gouda. Ma także wiele zalet i wiele…smaków. A to przy­wo­dzi na myśl ched­dar, a to udaje zapach par­me­zanu. Można by przy­wo­łać jesz­cze parę innych serów, któ­rych smak nam się odwija z pamięci gdy roz­gnia­tamy zębami tłu­ste  kęsy Robu­sto.

    Pró­bo­wa­łem go z kil­koma róż­nymi winami. Były białe wytrawne, było słod­kie kana­dyj­skie ice­wine, był nawet pol­ski miód pitny, który – zda­wało mi się począt­kowo – był wprost fan­ta­stycz­nym dodat­kiem pod­kre­śla­ją­cym zalety tego sera, gdy wresz­cie zna­la­złem coś,  co wpra­wiło mnie w praw­dziwy zachwyt. To argen­tyń­ski czer­wony Mal­bec. To wino w towa­rzy­stwie  tego sera sta­nowi kró­lew­ski deser. Aro­ma­tyczny, pach­nący owo­cami Mal­bec, tak chęt­nie hodo­wany przez argen­tyń­skich winia­rzy, udaje słod­kie wino mimo głę­bo­kiej wytraw­no­ści. A może tak nas oszu­kać wła­śnie dzięki towa­rzy­stwu Robu­sto Par­rano. Głę­boka sło­dycz po chwili znika i w pamięci sma­ko­wej zostaje nam ostrość sera i aro­mat win­nej fał­szy­wej sło­dy­czy.  Czło­wiek tylko żałuje, że nie da się tego zjeść zbyt dużo. Tłu­sty ser szybko wywo­łuje uczu­cie syto­ści. Trzeba więc resztę odło­żyć na następny wieczór.

Skomentuj